Pomimo słońca wydobywającego się zza coraz to większej ilości budynków mieszkalnych, miasto było szare, brudne, nijakie. Co roku widać było próbę zmiany tego wizerunku, lecz kolory z czasem blakną, a deszcz maluje na ścianach odbicie kropel. Dzięki tym śladom pamiętamy, o istnieniu, o materii i formie, którą obdarza wszystko Najdoskonalszy byt- Bóg. Miasto to zostało zbudowane na terenie podmokłym, gdzie bagno, błoto i grzęzawiska były codziennym i naturalnym widokiem. Ludzie nie różnią się tu od innych, każdy nosi znamiona cech indywidualnych, lecz wszyscy są tacy sami wzniesieni ku chwale Boga, na jego podobieństwo. W centrum stało wzgórze, tajemnicze i szare, nieodróżniające się od miasta.
Na wzgórzu stał mężczyzna. Jego czarny, długi płaszcz, wykonany z
włókien sztucznych, falował na wietrze, odsłaniając skórzany,
ciemnobrązowy pasek i jasnobrązowe spodnie lewitujące nad glanami.
Mężczyzna trzymał kartkę zapisaną drobnym pismem. Co chwile podnosił
rękę i czytał, by za chwile ją opuścić, jakby uczył się treści na
pamięć. Mężczyzna stał nie zważając na mroźny wiatr. Szarość miasta
odbijała się na jego zmęczonej, mimo młodego wieku, twarzy. Grzywka
opadała mu co chwile na prawe oko, odsłaniając lewe. Mimika twarzy
zdradzała, że tekst jest dla niego ważny. Prawa brew zmarszczona, a lewa
podniesiona lekko do góry, zdradzała wewnętrzne emocje. W pewnym
momencie oblicze mężczyzny uległo zmianie. Brwi powróciły do normalnego
stanu, płaszcz przestał falować z odgłosem zapinanego zamku, a
lewitujące spodnie opadły. Michał usiadł w kucki na zimnej skale.
Miasto kochało noc, kochało się kąpać w blasku księżyca, gdy oczy wszystkich mieszkańców są zamknięte, a nocnych marków dopada zmęczenie i mimo woli usypiają. Kiedy nikt nie widzi, kiedy nastaje cisza, miasto się budzi by żyć, by zmyć z siebie smutek minionego dnia. Jednak tej nocy pojawiły się dwa nowe ogniki światła, przebijając ciemność i zawstydzając miasto, patrzyły z wielką intensywnością w otaczający je mrok.
- Mają państwo pięknego syna.
- Mają państwo piękną córkę.
Dało się słyszeć ,z dwóch odległych krańców miasta, gratulacje.
Cisza została zakłócona, conocny rytuał został przerwany. Miasto zaczęło płakać, niszcząc lica nowo pomalowanego budynku.
Czerwone auto sunęło z przeciętną prędkością, dozwoloną na większych jezdniach. Kierowca miał czapkę bejsbolową nasuniętą na czoło. Z tylnego siedzenia bił blask żółtobrązowych oczu i słychać było lekki oddech śpiącej kobiety.
Z przeciwnej strony jakby płynął czarny samochód, a w nim wielkie ziolonkawo-niebiskie oczy przesuwały wzrok po ciemnych konturach mijanego krajobrazu.
Czarny samochód wszedł w ostry zakręt, a czerwony przyspieszył. Oba samochody migiem minęły się, nie zauważając nawet swojej obecności. Jednak zielonkawoniebieskie oczy spotkały się na moment z jasnym blaskiem żółtawobrązowych i zapamiętały ten moment na długie lata.
Po dwudziestu latach miasto zapomniało o tragedii jaka się wtedy wydarzyła, lica budynku wyblakły, a dwa samochody zostały dawno wymienione na nowsze modele.
Miasto kochało noc, kochało się kąpać w blasku księżyca, gdy oczy wszystkich mieszkańców są zamknięte, a nocnych marków dopada zmęczenie i mimo woli usypiają. Kiedy nikt nie widzi, kiedy nastaje cisza, miasto się budzi by żyć, by zmyć z siebie smutek minionego dnia. Jednak tej nocy pojawiły się dwa nowe ogniki światła, przebijając ciemność i zawstydzając miasto, patrzyły z wielką intensywnością w otaczający je mrok.
- Mają państwo pięknego syna.
- Mają państwo piękną córkę.
Dało się słyszeć ,z dwóch odległych krańców miasta, gratulacje.
Cisza została zakłócona, conocny rytuał został przerwany. Miasto zaczęło płakać, niszcząc lica nowo pomalowanego budynku.
Czerwone auto sunęło z przeciętną prędkością, dozwoloną na większych jezdniach. Kierowca miał czapkę bejsbolową nasuniętą na czoło. Z tylnego siedzenia bił blask żółtobrązowych oczu i słychać było lekki oddech śpiącej kobiety.
Z przeciwnej strony jakby płynął czarny samochód, a w nim wielkie ziolonkawo-niebiskie oczy przesuwały wzrok po ciemnych konturach mijanego krajobrazu.
Czarny samochód wszedł w ostry zakręt, a czerwony przyspieszył. Oba samochody migiem minęły się, nie zauważając nawet swojej obecności. Jednak zielonkawoniebieskie oczy spotkały się na moment z jasnym blaskiem żółtawobrązowych i zapamiętały ten moment na długie lata.
Po dwudziestu latach miasto zapomniało o tragedii jaka się wtedy wydarzyła, lica budynku wyblakły, a dwa samochody zostały dawno wymienione na nowsze modele.
Wyblakłe lica budynku zwróciły uwagę, przeciętnie zarabiającego
mężczyzny i bogatej kobiety. Dzięki smutkowi, furii i frustracji miasta
,z przed dwudziestu lat, wartość rynkowa spadła, dając nadzieję
mężczyźnie na możliwość zakupu jednego z mieszkań. Kobieta nie wahając
się wynajęła sobie mieszkanie na samej górze, największe w całym
budynku. Po paru dniach życie zawitało w dwóch mieszkaniach naprzeciwko
siebie. Puste pomieszczenia zapełniły się tonami książek i innych
przedmiotów ważnych w życiu studentów i ich rodzin. W jednym z mieszkań
słychać było ciągły płacz, a co jakiś czas wywożono było kogoś do
szpitala. W drugim z mieszkań nic nie było słychać, za to czuć było
chłód i napięcie.
Pewnego dnia na uczelni w ostatnim rzędzie siedziała wysoka dziewczyna, o
zgiętym nosie i pięknych zielonkawoniebieskich oczach, włosy opadały na
ramiona, a wokół niej roztaczał się piękny zapach kwiatów. Dziewczyna
wyraźnie nie słuchała wykładu, była zanurzona w swoim świecie fantazji i
marzeń. Później ten dzień długo pamiętała, nie mogła zapomnieć, był
zbyt wyjątkowy.
Na drugim końcu miasta, na uczelni, przy komputerze siedział wysoki
brunet o żółtobrązowych oczach, był nienaturalnie chudy w pasie jak na
mężczyznę, jednak ramiona i barki, skryte pod czarnym swetrem, były
umięśnione. Nagle poczuł dziwne ukłucie i przestał programować, co od
razu zauważył nauczyciel prowadzący i kazał mu zrobić program w domu.
Oboje popędzili czym prędzej do autobusów. Gdy autobus przyjechał na ulicę gdzie stał ów budynek, Paulina i Michał wysiedli z przeciwnych stron ulicy i ruszyli ku swoim mieszkaniom. Michał wbiegł szybko do bramy, a Paulina lekko i zgrabnie wspinała się na schody. Nagle dziewczynie upadł plecak. Zielononiebieskie oczy spotkały wzrok żółtobrązowych i miały nieodparte wrażenie, że gdzieś już je widziały. Gdy Michał stanął na pierwszym stopniu schodów, jakiś plecak stoczył się pod jego nogi, szybko i zwinnie go podniósł, a gdy wstawał jego oczy napotkały znajomy wzrok ogromnych, zielononiebieskich oczu. Był przekonany , że już gdzieś je widział. Nie wiedząc czemu, jak nigdy wcześniej, zagadał do nieznajomej. Rozmowa trwała cały dzień.
Po tygodniu znajomości Paulina nie wytrzymała i spytała Michała o związek. Chłopak nie wiedząc sam czemu, zgodził się. Spotykali się prawie co dzień po uczelni. Po sześciu latach znajomości Paulina została narzeczoną Michała. Pewnego dnia do mieszkania z naprzeciwka mieszkania Michała, było słychać lament i szloch kobiecy. Kogoś znów wywiozła karetka. Mężczyzna nie przejmując się losem sąsiadów, czekał na wiadomość komunikatora gadu gadu od swojej ukochanej. Wiadomość nie nadchodziła, mijały godziny, dnie , miesiące. Chłopak nie spał, nie jadł, martwił się co to milczenie oznacza. Aż którejś kolejnej, nie przespanej nocy otrzymał wiadomość faks.
Tu rodzice Pauliny. Dowiedzieliśmy się z pamiętnika naszej córki, że jest Pan jej narzeczonym. Z przykrością informujemy Pana z tak długim opóźnieniem, że nasza córka nie żyje. Na pewno zechce Pan przeczytać jej pamiętnik.
Chłopak roztrzęsiony nie wiedział co ze sobą począć. Szedł przed siebie, a miasto prowadziło go mrocznymi ulicami na sam szczyt wzgórza. Stanął na czubku i raz po raz czytał słowa zawarte w faksie,a później pamiętniku, podnosząc to opuszczając rękę trzymającą kartkę i zeszyt. Po paru godzinach, przemarznięty do szpiku kości usiadł i zaczął rozmyślać, mnąc w dłoni kartkę z faksem. Nagle uprzytomnił sobie, że przez sześć lat znajomości nie wiedział nawet, że jego narzeczona mieszka obok niego. I wtedy natrafił na notkę:
Pamiętniku dzisiaj na lekcji literatury rozmarzyłam się o wymarzonym mężczyźnie mojego życia. Chciałam aby miał żółtobrązowe oczy, mam nieodparte wrażenie, że już gdzieś widziałam takiego mężczyznę. Nie wygadaj się ale rzuciłam czar, wywróżyłam sobie jego, lada dzień a się pojawi w moim życiu.
Oboje popędzili czym prędzej do autobusów. Gdy autobus przyjechał na ulicę gdzie stał ów budynek, Paulina i Michał wysiedli z przeciwnych stron ulicy i ruszyli ku swoim mieszkaniom. Michał wbiegł szybko do bramy, a Paulina lekko i zgrabnie wspinała się na schody. Nagle dziewczynie upadł plecak. Zielononiebieskie oczy spotkały wzrok żółtobrązowych i miały nieodparte wrażenie, że gdzieś już je widziały. Gdy Michał stanął na pierwszym stopniu schodów, jakiś plecak stoczył się pod jego nogi, szybko i zwinnie go podniósł, a gdy wstawał jego oczy napotkały znajomy wzrok ogromnych, zielononiebieskich oczu. Był przekonany , że już gdzieś je widział. Nie wiedząc czemu, jak nigdy wcześniej, zagadał do nieznajomej. Rozmowa trwała cały dzień.
Po tygodniu znajomości Paulina nie wytrzymała i spytała Michała o związek. Chłopak nie wiedząc sam czemu, zgodził się. Spotykali się prawie co dzień po uczelni. Po sześciu latach znajomości Paulina została narzeczoną Michała. Pewnego dnia do mieszkania z naprzeciwka mieszkania Michała, było słychać lament i szloch kobiecy. Kogoś znów wywiozła karetka. Mężczyzna nie przejmując się losem sąsiadów, czekał na wiadomość komunikatora gadu gadu od swojej ukochanej. Wiadomość nie nadchodziła, mijały godziny, dnie , miesiące. Chłopak nie spał, nie jadł, martwił się co to milczenie oznacza. Aż którejś kolejnej, nie przespanej nocy otrzymał wiadomość faks.
Tu rodzice Pauliny. Dowiedzieliśmy się z pamiętnika naszej córki, że jest Pan jej narzeczonym. Z przykrością informujemy Pana z tak długim opóźnieniem, że nasza córka nie żyje. Na pewno zechce Pan przeczytać jej pamiętnik.
Chłopak roztrzęsiony nie wiedział co ze sobą począć. Szedł przed siebie, a miasto prowadziło go mrocznymi ulicami na sam szczyt wzgórza. Stanął na czubku i raz po raz czytał słowa zawarte w faksie,a później pamiętniku, podnosząc to opuszczając rękę trzymającą kartkę i zeszyt. Po paru godzinach, przemarznięty do szpiku kości usiadł i zaczął rozmyślać, mnąc w dłoni kartkę z faksem. Nagle uprzytomnił sobie, że przez sześć lat znajomości nie wiedział nawet, że jego narzeczona mieszka obok niego. I wtedy natrafił na notkę:
Pamiętniku dzisiaj na lekcji literatury rozmarzyłam się o wymarzonym mężczyźnie mojego życia. Chciałam aby miał żółtobrązowe oczy, mam nieodparte wrażenie, że już gdzieś widziałam takiego mężczyznę. Nie wygadaj się ale rzuciłam czar, wywróżyłam sobie jego, lada dzień a się pojawi w moim życiu.
Czytając ten fragment Michał pojął, że nie był zakochany, że to co teraz
czuje to nie smutek lecz nie wiedza. Nagle w jego umyśle zrodziła się
myśl, że może on cały jest wymyślony. Wstał czym prędzej, rozejrzał się
po okolicy i stwierdził, że miasto, które widzi nie istnieje i nigdy nie
istniało, że on to tylko wymyślona postać z kartki papieru, pamiętnika
jakiejś dziewczyny. W tym momencie do jednego z mieszkań zadzwonił
telefon. Telefon dzwonił, a niósł ze sobą złowieszczą wiadomość o
czyjejś śmierci.
autor: Elżbieta Rogalska: z wykształcenia technik informatyk, pedagog. Pracuje jako copywriter - content marketer.
Pedagog,
technik informatyk. Publikowała na łamach: "Edukacja i
Dialog", "Nestor" i licznych portalach edukacyjnych i
poetyckich.
Zajmuje się tematyką: Przywództwem w edukacji, Tanatopedagogiką,
Ciszą w życiu i twórczości Janusza Korczaka, Sytuacją
Szkoły Wyższej w Polsce, Michelem Foucaultem, Reportażem,
Horrorem wampirycznym, Mateuszem Grzesiakiem, Justyną
Nowotniak, e-commerce, content-marketing, SEO.

